Tak to już ze mną jest, pisać mi się chce, ale tylko wtedy, gdy nie mam na to czasu. Tysiące pomysłów na minutę, ale wyskakują sprawy priorytetowe i baj baj blogu. Rok minął, zdaje się a nawet więcej i pora wreszcie, żeby Wan trochę pomarudzić, czyż nie?
;) Ale zacznę od jutra, bo dziś, myślę tylko o łóżku, o którym nie powiem złego słowa.
Dobranoc...
Odkryłam dlaczego mam słabość do jednej z klasycznych animacji Disneya. Cóż, mam słabość do wielu, jak już kiedyś wspominałam, przez animację oraz muzykę, ale akurat przy tej produkcji, dużą rolę odegrała moja podświadomość.
Zakochany kundel, bo o tym filmie mówię, jest uroczym, naiwnym dziełkiem. Wiele kobiet marzy o takim małym mezaliansie, aczkolwiek układ "ona dama, on kali" w obecnych czasach jest rzadkością. Tak więc pozostaje zasmuconym niewiastom wzdychanie do księcia z bajki, albo innego potentata z milionami w kieszeni.
Z drugiej strony, tacy pękający bogactwem faceci są nudni, toteż ciągnie te baby do "niegrzecznych chłopców", niejednokrotnie debili.
Znalezienie połączenia, złotego środka, jest niezwykle trudne. No bo mężczyzna z urokiem i spojrzeniem łobuza, który jest jednocześnie myślącą i inteligentną jednostką, nie czai się niestety za każdym rogiem.
Niech no się jakaś zgłosi, jeśli takiego zna.
Czy ja znam? A to już inna historia.
Powracając do nieszczęsnego Kundla, widziałam obydwie dubbingowane, polskie wersje i choć ta nowsza jest niczego sobie, dzięki Czarkowi P, oraz mojemu ulubieńcowi Wojciechowi Paszkowskiemu, to nie umywa się do tej starszej.
Kalina Jędrusik jest zniewalająca. W ogóle, jestem wrażliwa na głos, drażnią mnie piski i wrzaski w nowych bajkach. Pomijając starą ścieżkę dźwiękową z Królewny Śnieżki, gdzie myszek ani samej królewny nie dało się zrozumieć, wszystkie zrobione są bardzo dobrze.
No ale co z tą podświadomą słabością?
Otóż kiedy wymuskana Lady trafia do schroniska dla psów, poznaje kilku niezbyt okrzesanych typów. Oprócz jednego, Boris bowiem, jako filozof, popisuje się ogładą, co więcej, mówi po rosyjsku. I tu mnie macie, moi drodzy ;)
Żadne tam Trampy, bogate Ogary i takie tam. Boris najlepszy. (Żeby było śmieszniej, pisząc ten tekst słyszę, jak ojciec ogląda 2012. Dosłownie przed chwilą jeden z bohaterów drugoplanowych[rosjanin], ciągnąc za ster wygłosił moją ulubioną kwestię z tego filmu "No, podnieś tyłek dla Saszy" ;D Mrau!)
No i tyle na dzi.ś. Zapowiada mi się kilka dni pod znakiem klasyki Disneya, ze względu na liczną dziatwę w domu.
A żeby nie było tak słitaśnie - wkurwiłam się. Dlaczego ściagnięcie ebooka musi być utrudnione przez miliard opcji smsowo-rejestracyjnych?! A pocałujcie się w oko, pazerne psy, jak dam zarobić, to księgarniom! Długo się zresztą przekonywałam do elektornicznych czytadeł, bo nie ma to jak papierowa wersja. A najlepiej, jesli kniga pachnie kurzem.
Jeszcze o tym napiszę ;)
Tagi: film, dzieci, książki, filmy, dziecko, książka, bajki, disney, animacja, rosyjski
skomentuj (3)
Z tego wszystkiego zapomniałam o mniejszej podróży, z samego Poznania do mojej wsi. Po godzinie 21 pociąg ten jest prawie pusty. Wagony znów bez przedziałów. Pod każdym oknem ktoś siedzi. Samotnie. Do mnie dosiada się miła pani w średnim wieku, pracowniczka PKP sądząc po ubiorze oraz logo Intercity na piersi. Zmęczenie mnie ogarnia.
I nagle, ni z tego ni z owego, staruszek o dość niewinnej twarzy, przechodzi przez wagon. Powraca i pyta się uprzejmie, czy może usiąść obok mnie. Wiedząc, że w wagonie jest mniej więcej szesnaście wolnych miejsc, zgodziłam się, bo co innego miałam zrobić?
Ale od razu wiedziałam, że coś jest nie tak. Pan sapnął raz i drugi, rozsiadając się wygodnie, przy czym naruszył moje prywatne granice. Kolanem naruszył. Odsunęłam się, wciskając się nieco w ściankę wagonu i wbiłam wzrok w okno. Zostało piętnaście minut podróży.
Początkowo staruszek siedział trzymając nogę na nodze. Po chwili jednak, rozłożył żylaste jak mniemam kończyny dolne, po raz kolejny naruszając moje granice.
Miałam ochotę krzyknąć: "Panie, co pan?!" ale w porę ugryzłam się w język. Kusiło mnie, by głośno i dobitnie oznajmić, że mogę się przesiąść, jeśli pan ma mało miejsca. Mruknęłam coś pod nosem zagniewana i pochyliłam się po torbę, by wstać oscentacyjnie i bez słowa zmienić wagon, ale widząc to, staruszek w popłochu czmychnął.
Ja nie wiem, chyba sobie na czole napiszę: Zboczeńcy precz, ja naprawdę jestem pełnoletnia!
No, psia mać.
Buenas Noches.
Tagi: dzieci, ludzie, podróż, pociągi, opowieści, pociąg, dzieciaki, dworzec, pasażerowie, dworce
skomentuj (0)
Tak, nowa seria wpisów o tym tytule, bo po okresie zaniedbywania bloga,
postanowiłam znów go ruszyć i urozmaicić pierdołami które mnie rozbawiły
czy zainteresowały. W nowych tekstach mogą pojawić się linki, soł be
kerful! ;)

Co racja, to racja, kreatywność +10. Ja już tak nie zrobię, bo jestem łopalona jak mudzin.

O ryli? ;)

No cóż, facet też powinien taki być, czyż nie?
Tagi: śmieszne, dziwne, obrazki, linki, pierdoły, obrazy, demotywatory
skomentuj (0)
...czyli tam i z powrotem.
Podtytuł adekwatny. Podróż była, pierścień był, smok też i ja w roli wyrośniętego i pozbawionego owłosienia na stopach hobbita.
Tam...
Pobudka o 4, bez większych przeszkód dostałam się na poznański dworzec. Zajęłam miejsce w pociągu Interregio. Wagon bez przedziałów, przypominał tramwaj. Z początku było nawet znośnie.
Później zaczęło się małe piekiełko. W wagonie obok rozlokowała się grupa dzieci wraz z kilkoma opiekunami. Wybierali się na kolonię. Zresztą, bardzo dobrze, niech dzieci odpoczną od neostrady. Niestety, nie wszystkie bachory zmieściły się we wspomnianym wagonie i jedno wylądowało niopodal mojego miejsca.
Zorientowałam się, że dziecko jest dziewczynką tylko po tym, że pulchny palec prawej rączki ściskał pierścionek, a opiekunka zwraca się do potworka per "Justynko". Dziewczynka lat dziesięć, przy wzroście powiedzmy 130-140 cm, cierpiała na sporą nadwagę, jak sama zresztą przyznała dość głośno. Pochwaliła się nawet, że schudła ostatnio dwa kilo i teraz waży 58.
(Nie mam nic do ludzi otyłych, przeciwnie wolę na ten przykład, by mężczyzna nie był chodzącym szkieletem, a kobita miała tyłek jędrny i apetyczny.) Nie sądzę, by dziecię samo doprowadziło się do stanu, w którym przypomina młodą orkę. Wiadomo, w grę wchodzą też genetyczne obciążenia i inne defekty, ale mimo wszystko...
Stworzenie miało też niewyczerpane zapasy energii, a pasażerowie odkryli, że mieli mniej więcej tyle samo pokładów cierpliwości. Przy 23 minucie piosenki jaką dziewcze wymyślało na poczekaniu, wszyscy z pianą na ustach, kołysali się w przód i w tył, próbując opanować chęć wykoczenia z pędzącego 20km/h pociągu.
Na szczęście, dziecko przypomniało sobie o ciastkach, zamilkło, od czasu do czasu plując okruszkami i zwracając się do opiekunki tymi słowy:
- Pani, zobacz jaki mam pierścionek. Pani, chcesz ciastko? Pani...
Zaczęłam czytać. Dotarłam do 60 strony Aniołów i Demonów, po czym przez dłuższy czas zastanawiałam się, czy wszystkie książki Dana Browna zaczynają się tajemniczym morderstwem. Stworzyłam nawet schemat - Z pozoru normalny, inteligentny staruszek z pasją oddający się swej pracy, skrywa jednak mroczną tajemnicę. Zostaje zabity, a jego nagie ciało przyozdobione jest symbolicznymi wzorami, mającymi naprowadzić głównego bohatera na trop rozwiązania zagadki. Obowiązkowo, sympatyczny staruszek, ma młodą podopieczną i traktuje ją jak córkę. Musi być ładna. Europejka.
Dalej nie chciało mi się schematu poszerzać, bo książki nie dokończyłam i chyba tego nie zrobię.
Zasnąć się nie dało, bo dziatwa z wagonu obok, przemieszczała się z entuzjazmem w jedną i drugą stronę. Irytował mnie szczególnie osobnik ze szczurzym wąsem, lat około szesnaście, który nieustannie próbował zwrócić moją uwagę na swą osobę, uwagami w stylu: "Justyna, nie rób przypału, ja pierdolę". Na te słowa, jedna z opiekunek reagowała z oburzeniem, lecz zaraz chichotała wyraźnie rozbawiona. Rozdrażnienie ogarniało mnie coraz większe. Od popełnienia samobójstwa lub choćby masowego mordu uratowała mnie para z Torunia, która to siedziała obok mnie. Panna przez chwilę nawet spała oparta o moje ramię, co o dziwo wcale mi nie przeszkadzało. Porozmawiałam z nimi i zrobiło mi się jakoś lepiej, nawet nie zauważyłam, kiedy dojechaliśmy na miejsce. Po siedmiu godzinach podróży (w tym czterdzieści minut opóźnienia) poczułam, że moje pośladki są dziwnie zdeformowane przez niewygodne siedzenia i z ulgą połaziłam po peronie...
...i z powrotem
Pociąg nie miał opóźnienia. Wtoczył się leniwie na peron, na którym turyści ze wszystkich stron świata pokazywali sobie z entuzjazmem zakupione pamiątki. Zwróciłam uwagę na faceta z kapeluszem bacy.
Znalazłam wolne miejsce, mimo całego tłoku i lekkiego chaosu. Trzy wycieczki niemieckie, które postanowiły odwiedzić nasze polskie góry rozlokowały się obok mnie i w okolicy. W barwnym tłumie znaleźli się też Anglicy, Czesi oraz Hiszpanie.
Oj, przedstawicielka tych ostatnich poruszyła moje serce. Była zadbaną czterdziestką, w dopasowanym kostiumie w panterkę. Dekolt tego stroju czasem fikuśnie odkrywał uroki jej jędrnego wciąż ciała. Miała też uroczy uśmiech i spedalonego kochasia, typowego metroseksualistę.
Cała hałastra wysiadła niestety w połowie drogi i skończyły się piosenki. Tak, tak, bowiem każda grupa wyposażona była w gitarrę i brzdąkanie było całkiem do rzeczy. Przyśpiewki nie tylko ogniskowe, bo pojawiły się też hity klasyki rocka oraz nowsze, wpadające w ucho piosnki. Baca okazał się być Niemcem z donośnym, melodyjnym głosem i to właśnie on wiódł prym w pociągowym zespole.
Dworzec we Wrocławiu pokryty białymi płachtami, był zdaje się w remoncie. W każdym razie nie dało się nic zobaczyć. Zrobiło się luźniej i wsiedli nowi pasażerowie. Wsiedli też tacy, tylko na chwilę, którzy sprzedawali "piwo, jasne piwo" oraz własną godność, wciskając naiwniakom największy kit jaki mogli tylko wymyśleć.
I tu kończy się urocza podróż, którą mogłam zaliczyć do najlepszych w mojej karierze. Przygłucha kobieta drąca się do telefeonu komórkowego, doprowadzała mnie do pasji, po raz setny stwierdzając: STASZKU, NIE SŁYSZĘ CIĘ!!!
Obok niej, siedział buraczany samiec, z nalaną twarzą początkującego alkoholika. Buraczany zakupił wcześniej "piwo, jasne piwo" i otworzył je zaraz, kiedy poczuliśmy szarpnięcie pociągu. Duszno było, zbierało się na deszcz, w pociągu też brakowało czystego powietrza.
Zabawne, ale wracałam też z para z Torunia, ale inną. Ta nie była sypatyczna, chociaż, może to złe słowo, ale raczej nie miałam ochoty zacząć konwersacji. Kobita jazgotała do ucha swemu wybrankowi serca, krytykując wyjazd na którym byli, znajomych, jedzenie oraz wszystko co tylko się dało.
Dobry humor, który miałam na początku podróży, mimo świadomości, że wracam do hałaśliwego domu pełnego moich sióstr, uciekł gdzieś w pięty.
Dojechaliśmy do Poznania trochę po czasie. Miałam pewne obawy, bo poprzedniego wieczora, z przerażeniem oglądałam jak deszcz zalał przejście podziemne na Dworcu Głównym. Woda rzeczywiście była, ale nie w takich ilościach. Stała jeszcze pod ścianami oraz we wgłębieniach.
Dotarłam do domu.
Zmęczona ale zadowolona.
Tagi: dzieci, ludzie, podróż, pociągi, opowieści, pociąg, dzieciaki, dworzec, pasażerowie, dworce
skomentuj (0)
Dworzec w Poznaniu. Zatłoczony, bo niedziela, bo wszyscy wracają do "siebie", do domów, akademików, do pracy i szkół. Ludzie snują się ale jakby bardziej smutni. Nawet hałas nie był tak wielki jak zwykle. Na dwóch telewizorach emitowany ten sam program, TVN24, kolejne dyskusje z kolejnymi pytaniami. Dlaczego, dlaczego, dlaczego i co teraz będzie? Jakbyśmy wszyscy nagle stracili ręce i nogi.
Nie jestem fanką polityki. Nigdy za bardzo się nią nie interesowałam i jestem średnio zorientowana w temacie. Prezydent Kaczyński popisał się parę razy obyciem i dowcipem. Mam na myśli wpadki z flagą czy też słynny Irasiad, dzielny pies policyjny. Z tego co słyszałąm, nie za dobrze radził sobie na stanowisku głowy państwa. Mimo wszystko, był człowiekiem i jak każdy inny zasługuje na odrobinę szacunku.
Ale nie, większość z krzykaczy, którzy za kadencji pana Kaczyńskiego wieszali na nim przysłowiowe psy, teraz rozdziera koszule na włochatej piersi. Z rozpaczy oczywiście. Bronią zaciekle honoru zmarłego. Wstawiają też znaczki na Naszej Klasie oraz e-znicze w opisach na gadu-gadu. Są też inni, którzy mają wszystko w dupie i na pokaz stroją fochy oraz miny, rzucając kiepskimi żarcikami.
Nie mam nic więcej do powiedzenia w tej sprawie. Bo stała się rzecz smutna i nie widzę potrzeby robienia ze sprawy większego szumu.
Ale na potęgę posępnego czerepu, śmierć "kwiatu" (jak to określił jeden z księży ze śląska, nie uściśliwszy o jaki kwiat mu chodzi) nie oznacza końca Polski. Ten kraj naprawdę wiele przeszedł i myślę, że jednak da radę podnieśc się po tragedii. Odrobinę wiary, ludzie...
Na dworcu tak samo zimno jak na dworze. Grzejniki również ogłosiły żałobę, tak samo jak większość sklepikarzy. W pociągu nawet zimniej niż zwykle. Władowałam się z walizą, która waży zdecydowanie więcej ode mnie i znalazłam wolne miejsce. Plus, że blisko wyjścia i nie trzeba będzie się z kufrem targać. Ale żeby te plusy, nie przysłoniły nam minusów, jak zauważył Rysiek - kibel był zbyt blisko i jego charakterystyczna woń przebijała się ukradkiem przez niedomknięte drzwi. Poza tym - przeciąg i dwie intelektualistki rozprawiające zawzięcie o katastrofie samolotu. Tak, bo teraz wszyscy są ekspertami w dziedzinie lotnictwa i z łatwością posadziliby tę maszynę na ziemię.
Na szczęście panny szybko wysiadły. Zostałam sama w przesmyku między górnym piętrem a toaletą. I wtedy niemal się udusiłam. Poczułam czyjąś obecność. Niegrzecznie jest jednak obracać się i gapić, toteż zastygłam wbijając wzrok w szybę. Najpierw usłyszałam dyszenie. Nie wiem, czy było to lubieżne charczenie staruszka czy też po porstu zadyszka, nie potrafiłam rozróżnić, ale i tak zrobiło mi się niedobrze. Potem było gorzej. Osobnik usiadł akurat za mną, ignorując wszystkie wolne miejsca. Co więcej, podniósł rękę i schwycił dłonią oparcie mojego siedzenia. Łypnęłam na łapsko i i skrzywiłam się. Czarne półksiężyce paznokci wbijały się w obicie. Ja pierdolę.
No i stało się, dotarł do mnie zapach osobnika. Jestem bardzo wyczulona na aromaty, więc powstrzymałam zbierającego sie pawia. Wiecie jak śmierdzi zsyp na śmieci w starym wieżowcu? Takim z windą wyposażoną w podwójne drzwi. Nie wiedzieć czemu zawsze czuć tam skórkami od ziemniaków, starym bananem, potem i moczem. To był właśnie zapach osobnika.
Męczyłam się dwie stacje. Zapytacie, dlaczego nie wysiadłam? Bo nie miałam siły zapierdalać z kufrem. Poza tym, wiedziałam gdzie wysiądzie. Wymamrotał to pod nosem kilkanaście razy. Swoją drogą, zastanawiam się, jak tacy ludzie znajdują kasę na przejazd pociągiem. Może wcale nie są tacy ubodzy? Może po prostu czytali "Opętanych" Palachniuka, są znudzonymi milionerami, dla których ubóstwo to nowe bogactwo, a smród to nowy Chanel?
Ale no, bez przesady.
Wysiadłam we Frankfurcie, przy automacie z biletami zorganizowano pomoc dla Polaków, którzy nie do końca radzą sobie z niemieckim systemem sprzedaży. Tam też zimno, ale jakby mniej smutno. Z witryny kiosku szczerzy się do mnie niemiecki Fakt, oznajmiając, że cały świat płacze z Polską. Na zdjęciu pani Merkel. Jak znam swoją szkołę, to jutro będzie urządzona debata i w ogóle, będziemy trzymać się za ręce.
Pociąg był nudny. Przygnębienie mnie ogarnęło jakieś. Idę coś zjeść.
Tagi: podróże, polska, pociągi, pociąg, kolej, tragedia, dworzec, bezdomni, pasażerowie, dworce
skomentuj (0)
Klik
Klik
Pociąg pędzi. 20 km/h. Okna i drzwi są nieszczelne, mimo tragicznej szybkości zimny wiatr uderza w twarze pasażerów. Jest tak zimno, że nawet stopy uzbrojone w grube skarpety i glany nie chronią przed zmarznięciem. Grube kutrki, szaliki, kufry. Opóźnienie. Jednak nic nie przebije komunikatu sprzed kilku dni. Opóźniony pociąg spółki PKP Intercity z Krakowa, planowany przyjazd godzina 21.15 wjedzie na tor przy peronie drugim. Patrzę na zegarek i nie wierzę. Jest 10.05. Albo im się pomyliło, albo pociąg miał przyjechać...wczoraj. Niestety, tak było.
Klik
Złamanie bez przemieszczenia. Drobne pęknięcie, opuchlizna i siniak. Za to dziecko bardziej żywotne niż wcześniej. Badanie kontrolne. Dziewczyna siedzi i uspokaja brykające dziecko. Czekają już pół godziny, przed oddziałem, tak jak nakazała pielęgniarka. Dziewczyna nie wytrzymuje po czterdziestej minucie. Dzwoni dzwonkiem tak długo aż pielęgniarka raczy przyjść. Dziewczyna podnosi głos i oznajmia, że to skandal i że badanie kontrolne wraz z czekaniem nie powinno trwać dłużej niż 10 minut. I niech lekarz wreszcie weźmie się do pracy zanim...Lekarz wychodzi z gabinetu z kubkiem kawy. Zmieszanie, chrząknięcie. Siostra dziewczyny wchodzi do gabinetu, po minucie zaś wychodzi. Godzina czekania na minutowe badanie. Dziewczynę trafia szlag. Znajduje sprzymierzeńca w portierze z windy.
Klik
Candy dostaje kwiaty. Kobieta sądzi, że jest to prezent od Santiaga i chce mu oddać bukiet. Ku jej zdziwieniu lekarz tłumaczy, że to nie on jest nadawcą przesyłki. Soledad dzwoni do Patricia, by go poinformować, że Beto zachorował. Candy mówi Charliemu, kim jest Patricio.
Też bym chciałą wiedzieć kim jest Patricio. Myślę, że zmieniłoby to moje życie.
Klik
Reklamy podpasek i pieluch są w zasadzie takie same. I tu i tu chodzi o chłonność. Pokazane są testy i fragmenty ciała, z tą różnicą, że w pierwszym przypadku jest to ciało kobiece, w drugim zaś, tłuściutkie udko bądź roześmiana buzia bobasa.
Reklamy za bardzo mieszają. Wynika z nich, że aby dziecko rosło musi wpierdalać ramę (najlepiej łyżami) oraz popijać to danonkami. Wynika też, że kobiety muszą pić xennę estra na przeczyszczenie i jeść aktivię na lepsze trawienie. Może po prostu powinny kupować szersze spodnie. Ucisk na brzuch powoduje wzdęcia.
Klik
Opcja ralax umożliwia zneutralizowanie charakterystycznego zapachu towarzyszącego utlenianiu skóry.
Klik
Klik
Klik
Wyłączyli prąd.
Tagi: pociągi, seriale, marudzenie, bzdury, reklamy, klik
skomentuj (0)